sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 6


Kath tej nocy przewraca się z boku na bok. Cały czas nasłuchuje. Może znów ktoś niepożądany szwenda się po korytarzu? Zasypia raz na jakiś czas, trwa tak przez kilkanaście minut, a potem znów otwiera oczy, jakby nie spostrzegła, że jednak sen zagarnia ją w swoje ramiona. Przez większość nocy wpatruje się w biały sufit, który oświetlają wąskie paski światła, mającego źródło w latarniach ulicznych. Rano budzi się i masuje palcami skronie. Kręci głową z dezaprobatą. Po kilku chwilach rusza na poszukiwanie aspiryny. Stojąc nieopodal drzwi, słyszy czyjeś kroki na schodach. Czyży to Joys wraca, a może to jednak tamci mężczyźni?
Kath podchodzi do drzwi i zerka przez wizjer. Postać chłopaka z włosami do ramion przemyka pod jej spojrzeniem. O dziwo, Joys nie wydaje się zaskoczony widokiem swoich rozwalonych drzwi, które zresztą nie są do końca zamknięte. Nawet nie zatrzymuje się na progu, by obejrzeć uszkodzenia. Jak gdyby nigdy nic, popycha drzwi nogą i wchodzi do środka. Kath oglądając scenę, marszczy czoło. Kilka chwil po zniknięciu Joysa, wciąż stoi i wpatruje się w jego drzwi. Potem potrząsa głową i oddala się. Wyciąga z szafki kubek. Trzymając go w dłoni, ponownie zerka na drzwi wejściowe. Patrzy przez moment. Nagle odkłada naczynie i kieruje się do części sypialnej. Zakłada szybko byle jakie, codzienne ubranie i wychodzi z mieszkania. Szybkim krokiem podchodzi do drzwi z połyskującą jedynką. Patrzy na zniszczone framugi i wyciąga zaciśniętą pięść, by zapukać. Nagły ruch powietrza sam jednak uchyla drzwi i Kath decyduje się wejść do środka. Stojąc na progu, widzi przed sobą jeden wielki bałagan. Wszystkie rzeczy Joysa są powywracane z półek, jego ubrania walają się po podłodze i regałach jakby były wywleczone z pośpiechem. Kath przechodzi dalej i patrząc pod nogi, widzi, że dookoła niej jest pełno szkła.
— Joys? — Dziewczyna przechodzi do kolejnego pomieszczenia, gdzie również wszystko jest zdewastowane. Kanapa, na której niedawno leżała, jest wywrócona i podziurawiona. Kath stoi z rozchylonymi ustami pośrodku pobojowiska, ale Joysa nigdzie nie ma. Dziewczyna nawołuje go jeszcze kilka razy. Cisza. Szare firanki powiewają lekko. Kath spostrzega, że jedno z okien jest uchylone. Chłopak nie mógłby przez nie wyjść i po co miałby to robić, przecież przed chwilą wszedł frontowym wejściem. Kath marszczy czoło, wygląda jak nadąsane dziecko.
— Joys?! Wiem, że tutaj jesteś! Widziałam, jak wchodzisz! — Nawołuje go, kręcąc się po pokoju. — Wytłumacz mi, co tutaj się stało!
Cisza.
Kath patrz na przestrzeń przed sobą. Całość wygląda jakby przeszło tędy tornado lub stado dzikich koni. Dziewczyna stoi tak kilka minut i nasłuchuje czegokolwiek, znaku, że Joys gdzieś chowa się przed nią. Może zaraz wyskoczy ze swoim charakterystycznym uśmieszkiem i powie, że to żart?
Nic się nie dzieje.
Kath potrząsa głową, rozglądając się. Potem oddala się do wyjścia i trzaska drzwiami, które niebezpiecznie chwieją się w futrynie. Ze zmarszczonym czołem i tysiącem myśli, zamyka się w swoim mieszkaniu. Słyszy, że burczy jej w brzuchu, kieruje się więc do kuchni. Wstawia wodę w czajniku i cofa się do drugiego pomieszczenia. Przed sobą ma obraz, który wczoraj stworzyła. Podnosi płótno i przygląda się barwom, które dziś wydają się bardziej zgaszone. Sucha farba zawsze traci na kolorze. Kath stawia obraz na podłodze i opiera go o ścianę. Rozgląda się po otaczających ją, gołych ścianach. Odrywa ją od tego dźwięk czajnika.
W trakcie jedzenie tostów słyszy, że drzwi obok otwierają się ze zgrzytem. Odkłada szybko jedzenie i niemalże biegnie do drzwi. Patrzy jak Joys wychodzi z domu. To na pewno on, niezaprzeczalnie. Chłopak zbiega po schodach, a zaraz potem Kath chwyta sweter, zamyka mieszkanie i idzie w jego ślady.
— Tym razem sama się dowiem, o co tutaj chodzi. — Szepcze do siebie, gdy widzi jego znikającą sylwetkę za rogiem kamienicy.
Kath idąc żwawym krokiem, podnosi głowę, nad nią rozpościera się niebo wyglądające niczym szara, brudna szmata. Nie widać chmur ani promieni słonecznych jest tylko depresyjna szarość. Powietrze przecinają ostre podmuchy jesiennego wiatru. Chodniki są suche, to nie znaczy jednak, że nie będzie dziś padać. Brunetka zaciska sweter pod szyja i przyśpiesza koku, widzi, że Joys, idący kilkadziesiąt metrów przed nią, wciąż trzyma się głównej ulicy Madison. Chłopak zatrzymuje się przed drugim skrzyżowaniem i kuca na moment.  Kath także zatrzymuje się, obserwuje Joysa, którego czarna, za duża kurtka lekko drga na wietrze. Dziewczyna czeka, aż mężczyzna odejdzie kilka kroków, następnie niezauważona przemyka dalej. Wood przez cały czas trzyma się głównej drogi. Po kilkudziesięciu minutach przyśpieszonego marszu i pokonaniu kilkunastu skrzyżowań Joys w końcu skręca w jedną z uliczek. Okolica wygląda obskurnie, do tego wszędzie śmierdzi zdechłym zwierzęciem. Kath zatrzymuje się na rogu ulic i krzywi się na ten zapach. Wychyla się, by zbadać teren. Patrzy na krótką uliczkę. Zdawać by się mogło, że na jej końcu jest ślepy zaułek, jednak są tam ledwie widoczne dwa przejścia po prawej i lewej stronie.
Uliczka jest otoczona przez budynki z brązowej cegły, wysokie na przynajmniej dwa piętra. Jednak jest tam coś, co znacznie się wyróżnia. Po prawej stronie znajduje się inna budowla. Jest czystsza, jaśniejsza i w zupełnie innym stylu. Ma potężne kolumny i ozdobne framugi portali. Kath zadziera głowę do góry i widzi, że okna na drugim piętrze mają powybijane szyby. Budynek zdecydowanie jest zdewastowany, ale mimo to, w jakiś sposób rozświetla okolicę. Jest niczym dobry omen.
Brunetka zatrzymuje wzrok na plecach Joysa, który podchodzi do niezwykłej budowli. Z ciasnych uliczek po prawej i lewej stronie, schodzą się inni ludzie, razem jest ich kilkunastu. Kath obserwuje Joysa, który zatrzymuje się niedaleko piętrzących się schodów do budynku. Mężczyzna nie zatrzymuje się jednak razem z przybyłą grupą, stoi sam, a reszta wymienia uściski dłoni. Tylko kilka osób skina głową Joysowi, on odpowiada im tym samym. Brunetka marszczy czoło, przygląda się sytuacji. Żaden człowiek już nie nadchodzi, tymczasem grupa znika za czerwonymi drzwiami budowli, a Joys wciąż opiera się o barierkę schodów, obserwuje przestrzeń, jakby na kogoś czekał.
Kath rozgląda się dookoła, powtarza to, co kilka chwil, ocenia sytuację. Widzi, że wzdłuż uliczki co kilkanaście metrów stoją wielkie kontenery. Ryzykując wiele, zaciska pięści i biegnie niepostrzeżenie do najbliższego pojemnika. Chowa się za nim. Joys, odwrócony do niej plecami, nie dostrzega jej obecności. Kath powtarza akcję dwa razy, znajduje się teraz tylko kilka metrów od Wooda, który nadal wydaje się czekać.
Kath kuca na brudnej, betonowej powierzchni i nie spuszcza wzroku z pleców lokatora. Po kilku chwilach tuż zza jej kontenera wyłania się inny mężczyzna. Nie zauważa na szczęście dziewczyny, która oddycha z ulgą, ale nie może powstrzymać walącego serca. Brunetka obserwuje nieznajomego, jest wyższy od Joysa, zapewne także starszy. Ma niemalże czarne włosy, zaczesane do tyłu i lekki zarost na twarzy.
— Dzień dobry, Wood. — Kath słyszy powitanie mężczyzny, który ma bardzo charakterystyczny, angielski akcent.
— Witaj, Cedric. — Dziewczyna jedynym okiem zerka na ich uścisk dłoni. — Mam tutaj wszystkie potrzebne kody. Jestem w trakcie produkcji kart dostępu. — Kath widzi, że Joys wyciąga z wewnętrznej kieszeni kurtki mały pakunek. Następnie przekazuje go Cedricowi, który rozgląda się, czy przypadkiem nikt nie nadchodzi.
— Znakomicie. — Cedric odsuwa się o kilka kroków od Joysa. — Jakieś informacje?
— Skauci już węszą. — Joys z pełną powagą podnosi wzrok na swojego rozmówcę. — Wiedzą, że jestem w to zamieszany, śledzą mnie. Tak jak przypuszczałem, dziś w nocy miałem najazd. Szukali tego. — Wskazał palcem na pakunek w dłoni Cedrica. — Wiedziałem, że przyjdą, dlatego ulotniłem się na kilka godzin. Rano moje mieszkanie miało wyprute flaki. — Joys krzywi się.
— Takie ryzyko zawodowe. — Uśmiecha się krzywo Cedric, jednak Joysowi nie jest do śmiechu.
— Jest jeszcze coś. — Cedric podnosi głowę zaciekawiony. — Mam lokatorkę, miłą dziewczynę. Nie chcę, żeby coś jej się stało. — Mówi poważnie. — Ostatnio wróciła cała posiniaczona. Wiem, że na uczelni był wybuch i założę się, że to nie przypadek.
— Co ci powiedziała ta dziewczyna? — Dopytuje Cedric, jednak nie wydaje się przejęty.
— Nic nie powiedziała, szybko się zmyła. Nie miałem okazji z nią porozmawiać.
— To zrób to. Dowiedz się, co wie.
— Ale ona nic nie wie. — Joys gestykuluje żywo.
—  Więc co cię to obchodzi. Tym lepiej. — Ucina Cedric. — Wchodźmy już do środka, musimy przedyskutować plan akcji. — Macha dłonią i sam rusza w kierunku schodów. Na twarzy Joysa widać determinację, ale i obawy. Po chwili on także rusza za Cedricem.
Kath, upewniwszy się, że obaj zniknęli, wstaje na nogi. Na jej twarzy widać osłupienie, niepokój i wiele pytań, na które nie ma odpowiedzi. Dziewczyna patrzy przez chwilę na potężne czerwone drzwi do budowli. Zaczyna się powoli oddalać. Słyszy za sobą szczęk klamek. Rzuca się do biegu i staje dopiero za rogiem kamienicy. Odwraca głowę. Dwoje strażników wychodzi przed wejście. Kath oddycha z ulgą, przyciska plecy do ściany. Odchyla głowę i spogląda na niebo ponad sobą. Teraz wydaje się ciemniejsze. Po chwili czuje na czole samotne krople deszczu.
Przemoczona dociera do domu. Zatrzaskuje za sobą drzwi i zamyka je na wszystkie zamki. Skrupulatnie też zasłania okna. Nie chce, żeby Joys widział ją w mieszkaniu. Siada w swoim fotelu i patrzy na drzwi, które są naprzeciwko. Jej wzrok jest nieobecny, a na skórze ma ciarki, gdy myśli o swoim lokatorze.

~*~

Kath wraca na uczelnię, ponownie chodzi szkolnymi korytarzami, jednak to jedno przejście w piwnicy wciąż napawa ją lękiem. Wykłady są długie i nudne, Kath nie uważa na nich i ląduje z zaległościami. Profesorowie inaczej ją traktują. Po incydencie w laboratorium, każdy z nich patrzy na nią z góry z widocznym grymasem na twarzy. Najwidoczniej ten śmierdzący dym był ważny. Kath zawsze, gdy widzi pogardliwe spojrzenie, odwraca wzrok, udaje, że go nie ma. Czyżby to sprawiało, że czuje się lepiej? Po skończonych zajęciach leniwym krokiem idzie do domu. Porusza się wolno, a nieobecny wzrok kieruje na szary chodnik. Jest zanurzona w swoich myślach. Mija dopiero jeden dzień odkąd widziała Joysa i tajemniczego Cedrica. Jak dotąd nie rozgryzła, o co chodzi w całej sytuacji. Joys nie wrócił jeszcze do mieszkania. Nie wiadomo, czy jest z tamtymi ludźmi w dziwnym budynku, czy szwenda się gdzieś po nocach?
Nagle z impetem wpada na coś potężnego. Uderza z taką siłą, że musi rozmasować dłonią ramię. Podnosi przepraszający wzrok i doznaje szoku. Przed nią stoi brat Joysa, Conn. Uśmiecha się i obserwuje ją brązowymi oczami. Kath spuszcza głowę, odgarnia włosy za ucho, przeprasza go i mija, chcąc iść dalej. Szybko nabiera prędkości.
— Hej! Nie pogadasz nawet? — Kath słysząc to, wzdycha, zatrzymuje kroki i prostuje plecy. Przygryza wargę.
— Przecież przeprosiłam. — Odwraca się z wymuszonym uśmiechem. Z daleka Conn wydaje się wyższy niż ostatnio. Ma krzaczaste brwi, które odrobinę zasłaniają jego niewielkie oczy. Nie widać żadnej podobizny do brata.
— Przeprosiny nie wystarczą. — Conn podchodzi do dziewczyny, uśmiecha się ciepło. — Musisz postawić mi kawę. — Stwierdza po krótkim zastanowieniu. Kath otwiera szerzej oczy. Patrzy na niego przez kilka sekund, ale nie potrafi podtrzymać kontaktu wzrokowego. Conn po chwili śmieje się pod nosem. — Żartowałem, ale twój szok mnie nie dziwi. W tym mieście nigdzie nie ma kawy. — Mruga do Kath, ona wciąż milczy. Conn odwraca od niej wzrok, patrzy dookoła, a potem na niebo, które pierwszy raz od wielu dni jest niebieskie. — Pewnie gdzieś się spieszysz, ale jeśli masz czas i ochotę… To ja zapraszam cię na kawę. — Mówi, zwracając na nią brązowe spojrzenie. Kath stoi bez słowa, a wzrok ma utkwiony w chodniku. — Nie daj się prosić.
Dziewczyna przełyka ślinę.
— No dobrze. — Podnosi lekko głowę, jednak nie patrzy mu w twarz.  Conn rozpromienia się i wskazuje dłonią drzwi do kamienicy, która znajduje się za plecami Kath.
— Mieszkasz tu? — Kath idzie za mężczyzną, który ustępuje jej miejsca na progu.
— Zgadza się.
Na drugim piętrze, otwiera przed nią kolejne drzwi, są białe i prowadzą do małego, zadbanego mieszkania.
— Usiądź, rozgość się. — Mężczyzna pokazuje jej dłonią stolik z dwoma krzesłami. Kath ostrożnie siada i rozgląda się po kątach. Na kilku ścianach wiszą malowane obrazy, co przykuwa jej uwagę, jednak nie pyta o nic.
— Jak twoja noga? — Kath słyszy pytanie Conna, który krząta się za rogiem pokoju
— Już w porządku. Mogę normalnie chodzić. — Mówi bez emocji.
— To dobrze.
— Dziękuję za pomoc, nie musiałeś. — Kath słyszy głośny brzdęk szklanek i krzywi się skrycie.
— Drobiazg. Piłaś kiedyś kawę? — Brunetka słyszy, że Conn wychodzi z kuchni.
— Nie. — Kath gwałtownie pociera knykcie, niepewnie spogląda w kierunku kuchni.
— A więc czuję się zaszczycony. — Mówi Conn, zjawiając się obok. Siada naprzeciwko dziewczyny. Nie patrzy na nią, lecz na przestrzeń dookoła. — Joys ma większy bałagan, co? — śmieje się.
— Szczególnie teraz... — Conn zwraca na nią pytające spojrzenie. — Zgodziłam się, żeby tutaj przyjść, bo stwierdzałam, że może ty wiesz coś więcej i mi wyjaśnisz…
— …Co on zrobił? — Przerywa dziewczynie, a jego twarz się zmienia, jest bardziej napięta. Poważne spojrzenie kieruje na twarz rozmówczyni.
— Ja… nie wiem. W tym rzecz. — Kath wzrusza ramionami. — Wczoraj w nocy przyszli do niego jacyś ludzie, olbrzymi. Nie było go, więc zdemolowali mieszkanie. On wrócił rano i bez żadnych emocji wszedł do środka! Nawet się nie zdziwił!
Conn wstaje od stołu i po chwili przynosi dwie szklanki z czarnym napojem. Kath czuje ciężki zapach palonych ziaren, krzywi się mimowolnie.
— Uważaj, jest gorąca. — Conn siada naprzeciwko i upija łyk, przygląda się jej, gdy ta po raz próbuje gorącego napoju. Po pierwszym łyku na twarz Kath wypływa grymas. — Nie idzie ci? — Uśmiecha się gospodarz.
— Gorzka. — Stwierdza Kath, krzywiąc się.
— Powiedz mi coś więcej o Joysie. — Conn wraca do tematu.
Kath streszcza mu wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin. Dokładnie opisała, dziwne uczucia, gdy weszła za Joysem do jego mieszkania, a on zniknął bez śladu. Opisała mu także podsłuchaną rozmowę z Cedricem, paczkę, którą Joys mu przekazał, a także całą gadkę o kodach i wyrabianiu kart dostępu.
— Ryzykuję teraz wszystko, mówiąc ci o tym. Nie wiem, czy mogę ci zaufać, ale jesteś jedynym pomysłem, jaki mam. Nie rozumiem co się dzieje dookoła. Powiesz mi? — Jej pytanie brzmi żałośnie, jakby zadało je dziecko.
— Posłuchaj, Kath. — Spojrzenie Conna jest śmiertelnie poważne, jak również i jego ton głosu. — Trzymaj się z dala od Joysa. On pakuje się w kłopoty, a ja nie chcę, żeby i ciebie spotkało nieszczęście. Nie możesz się w to mieszać.
Kath mruży oczy.
— Kłopoty? Nieszczęście? Conn… Nie mówiłam tego Joysowi, ale ten wybuch w szkole… Ktoś próbował mnie zabić. To był ten sam człowiek, który śledził Joysa, ten sam, który wczoraj zdewastował jego mieszkanie, rozumiesz? Ja już jestem w to zmieszana, więc albo mi to wyjaśnisz, albo prędzej czy później będę ofiarą, a nie chce mieć z tym nic wspólnego. — Kath mówi to ostro i dobitnie.
Conn spuszcza głowę i wzdycha. Zastanawia się.
— Nie mogę, Kath. — Odpowiada po kilku chwilach ciszy. —Powiedziałem mu, że tym razem mu nie pomogę, ale mimo wszystko... Muszę go chronić. — Mówi zrezygnowany. Kath zaciska zęby ze zdenerwowania, w jej spojrzeniu właśnie coś zgasło — jedyna nadzieja na rozwiązanie zagadki. Brunetka gwałtownie wstaje od stolika i idzie do drzwi.
— Kath! — On ją zatrzymuje. — Obiecaj mi, że nie będziesz drążyć tematu. — W jego spojrzeniu jest dziwna desperacja.
— I co? — Ona odwraca się. — Mam czekać, aż zabiją mnie we własnym domu? — Mówi sarkastycznie.
— Ja z nim porozmawiam. Twoje obawy się skończą.
— Słuchaj, ja boję się go spotkać sam na sam. Jesteś w stanie mi to przyrzec? — Pyta z wątpliwością na twarzy. Conn nie odpowiada, odwraca od niej wzroki i lekko pochyla głowę. — Tak myślałam.
Kath wychodzi z mieszkania, zbiega po schodach. Oddycha głęboko, a jej twarz wykrzywia złość i bezradność. Szybkim krokiem kieruje się do domu. Ma nadzieję, że Joys jeszcze nie wrócił, bo nie ma najmniejszej ochoty się z nim widzieć.

Wchodzi do domu, szybko zrzuca wierzchnie ubranie i siada w fotelu. Ma tak wiele pytań i żadnych odpowiedzi. Odchyla głowę na zagłówek i patrzy w sufit, po chwili przymyka oczy i rozmasowuje powieki palcami.
Po minucie do jej uszu dochodzi dźwięk uporczywego walenia w drzwi. Ktoś jest bardzo gwałtowny. Brunetka porusza się niespokojnie i podnosi wzrok. Ostrożnie podchodzi bliżej wejścia. Okrąża drzwi, jakby obawiała się tego, co znajdzie, gdy je otworzy. Jej ręce zaczynają się trząść, a na czole widać drobne kropelki potu.
— Otwierać! Z rozkazu komodora dystryktu Nowy Jork, Frederica Castel! — Walenie wciąż się nasila. Kath z rozchylonymi wargami obserwuje drzwi, które z każdym uderzeniem chwieją się niebezpiecznie. — Natychmiast!
Pociąga za klamkę i widzi, że pięść, która chciała ponowić walenie, właśnie mija jej twarz. Stoi przed nią postawny człowiek grubo po czterdziestce. Ma na sobie czarny mundur. Kath rozpoznaje, że jest to ktoś z komanda, czyli organizacji podległej władzy, która ma za zadanie strzec przestrzegania prawa i łapać przestępców.
— Nazywam się Lyeson, jestem kapitanem komanda. Kathanna Lewis? — Kath kiwa głową, jej źrenice są maksymalnie rozszerzone. — Z rozkazu komodora Frederica Castel, zostaje pani aresztowana pod zarzutem umyślnego zamachu na własność rządową i sprzeniewierzeniu się panującej władzy. — W tej chwili za kapitanem pojawia się jeszcze dwójka komendariuszy* o wyzutych z emocji twarzach, jak gdyby mieli na sobie maski.
Kath słyszy te słowa, ale nie reaguje. Jej wzrok skierowany jest gdzieś w dal.
— Słyszy pani? — Warczy mężczyzna.
— Słucham? — Kath budzi się z odrętwienia.
— Powiedziałem, że ma pani opuścić mieszkanie bez żadnego kombinowania.
Brunetka mruży i rozszerza oczy co chwilę, nie dociera do niej polecenie. Błądzi po twarzach mężczyzn przed sobą, jakby kalkulowała w głowie wszystkie dostępne wyjścia z sytuacji.
— Nie będę dwa razy powtarzać. — Komendariusz zaczyna się denerwować.
— Mogę zabrać rzeczy? — Mężczyzna kiwa niechętnie głową, a Kath znika z pola widzenia. Dziewczyna wchodzi do łazienki, zawiesza łańcuszek i przystawia drzwi krzesłem. Następnie otwiera okno na oścież, kontem oka widzi, że na poboczu stoi furgonetka komanda. Jest to szary i bardzo wysoki pojazd o opływowym kształcie. Unosi się on nieznacznie nad jezdnią, a w miejscu gdzie powinno znajdować się podwozie, widać tylko fioletowe światła. Brunetka oddycha głęboko, widząc kilka postaci snujących się na ulicy. Patrzy w dół i pod oknem dostrzega otwarty kontener na śmieci. Dziewczyna patrzy to na samochód, to na śmietnik wypchany workami. Słyszy, że za drzwiami ktoś wrzeszczy, głos jest coraz bliżej. Podciąga jedną nogę i stawia ją na parapecie. W tej chwili kapitan za drzwiami zaczyna trząść klamką i walić w drzwi.
— Nawet się nie waż, smarkulo!
Kath zerka na drzwi, łańcuszek ledwo je utrzymuje.
— Gorzko tego pożałujesz! — Wrzeszczy mężczyzna. Kath bez dłuższego wahania, stawia drugą nogę za okno i wybija się od parapetu. Ląduje w śmietniku w tej samej chwili, gdy komendariusz forsuje drzwi do łazienki. Kath syczy, spoglądając na prawą nogę, gdzie widzi, że jej stara rana jest znów otwarta i sączy się z niej krew. Dziewczyna krzywi się na ten widok. Podnosząc głowę, zaczyna oddychać z ulgą, bo nikt nie wysiada z furgonetki. Zerka na górę, na okno łazienkowe i widzi w nim łysą głowę komendariusza.
— Dorwę cię, szmato! — Słyszy jego przekleństwa z góry, wychodzi szybko z kontenera, słysząc, że tamten rozkazuje innym, by ją łapali. Kath krzywi się, ale biegnie, kulejąc na jedną nogę. Słyszy, że komendariusze są tuż za nią, depczą jej po piętach i wydzierają się na całą dzielnicę.
— Dorwiecie ją i nie ręczę za siebie! — Kath oblewa zimny pot, lecz mimo to biegnie na przód. Czuje podmuch powietrza, ktoś ją dogania, zaraz złapie ją za nadgarstek. Kath dyszy ciężko. To już koniec.
Nagle na drugiej stronie ulicy rozpoznaje sylwetkę Joysa i jego charakterystyczne włosy. Stoi za drzewem jak wtedy, gdy obserwował ją po raz pierwszy. Dziewczyna dekoncentruje się i jej prawa noga odmawia posłuszeństwa. Kath upada na kolana i natychmiast komendariusze skuwają jej ręce za plecami. Dziewczyna bezradnymi oczami szuka znajomej twarzy skrytej za drzewem.
— Pomóż. — Mówi bezgłośnie do Joysa, który obserwuje sytuację. Jego twarz nie wyraża żadnych emocji. Istnieje, ale jakby nie do końca.




*komendariusz - jest to osoba, będąca funkcjonariuszem komanda, czyli organizacji podległej władzy, która ma za zdanie strzec przestrzegania prawa i łapać przestępców. W dawnych czasach był określany mianem policjanta.

.........................................................................................................................................................


Jak wrażenia moi kochani? Wszystkie opinię kierujcie w komentarzach, obojętnie, czy chcecie mnie chwalić, czy zrugać. Każde słowo komentarza jest dla mnie na wagę złota! 


Kolejny rozdział już 27 lutego!


EDIT:  Pojawiły się nowe zakładki - SŁOWNIK oraz KONTAKT. Jest także aktualizacja w zakładce z bohaterami. Zapraszam!



12 komentarzy:

  1. Conn! *_* Od momentu kiedy przeczytałam jego imię uśmiech pojawił mi się na ustach. Naprawdę go lubię, świetna postać. Ta kawa to prawie jak randka.
    Joys na pewno zamieszany jest w jakiś ruch oporu, a Kath najwidoczniej została wrobiona. Ale ktoś musi być tym kozłem ofiarnym. Ciekawe czy będzie od tej pory ścigana, czy ją po ludzku uniewinnią - w te drugie wątpię, bo tutaj nie ma się praw obywatelskich.
    Wgle zauważyłam, że Kath często się krzywi. Parę razy na rozdział i przez to wyobrażam ją sobie wiecznie taką skrzywioną xD
    Zapomniałam wczoraj w komentarzu o czymś (chyba ważnym) Ci napisać. Chciałam napisać co mi się bardzo podoba w twoim opowiadaniu. A są to nazwy "wrony" jako bomby, teraz się pojawił "komendariusz", czy "skauci". Ale przyznam szczerze, że jak ktoś tam powiedział, że "zrzucają wrony" to powiem ci, że świetnie to brzmi i dobrze, że do swojego universum dodałaś swoje własne nazwy. :D Jeden z największych atutów twojego opowiadania.
    Pozdrawiam. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstaję rano, a tu nowy rozdział :) Jak miło!
    Rozdział jest super. Akcja się rozkręca i pojawiają się pytania, na które od razu chciałabym znać odpowiedzi :)
    Szczególnie ciekawi mnie wątek Joysa i tych ludzi, z którymi się spotyka. No i dlaczego aresztowali Kath?! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam! :)

    They didn't want to get older
    We make our own sense...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział wspaniały. Ekstra ci wyszedł. Widać, że akacja się rozkręca. Czekam na kolejny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Ci że o mnie pamiętałaś <3 Jako że się pofatygowałam to wypadałoby skomentować :P tak wiec, nie mam o co Cię zrugać bo już sama długość rozdziału powala :D Akcja się rozkręca, ale mnie coraz bardziej intryguje postać Joysa... Nie wiem czemu... Ale coś mi się wydaje że on bd miał tu sporo do powiedzenia :D
    Pozdrawiam i życzę weny
    Iva Nerda
    kiedyjestesprzymniedramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie dziwię się, że Kat jest teraz tak czujna - dopiero co ktoś chciał ją zabić bez żadnego większego powodu.
    W co ten Joys się wplątał, że nawet z mieszkania robią mu pobojowisko? Co jest "tym" czego szukają skauci? I co Joys właściwie robi dla tych dziwnych ludzi? Jedyne co wiem, to że w pewien sposób Martwi się o Joys - inaczej nie wspominałby im, że ktoś zrobił jej już krzywde, a on tego bardzo nie chce.
    Lubię Conna - jest uroczy i taki chłopięcy, mimo tego, że dużo poważniejszy od brata. Tak jak i Joys, martwi się o Kat. Nie podoba mi się jednak jego bezradność i to, że nie przejął się zbytnio sytuacją brata. A może on już po porstu wszystko wiedział i nie dał po sobie nic poznać, żeby Kat nie snuła kolejnych spekulacji?
    Byłam w szoku, że Kat aresztowano. Tak samo, gdy uciekła. Ta dziewczyna jest bardzo odważna i wytrzymała, dlatego coraz bardziej lubię jej postać.
    Mam nadzieję, że Joys się ruszy i jej pomoże. A może zrobi to Conn, bo okaże się tak samo zamieszany we wszystko?
    Te wszystkie pytania mnie wykończą, a Ty przerywasz jeszcze w takich momentach. I jak tu do Ciebie nie wracać? :)
    Rozdział na szczęście już niedługo, może tym razem dowiem się czegoś więcej. Nie zapomnij mnie powiadomić, proszę, to jest dla mnie o wiele łatwiejsze, niż sprawdzanie co tydzień wszystkich blogów czy czasem nic nie weszło :)
    Pozdrawiam i życzę dużo pomysłów! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ponownie się nie zawiodłam, chociaż przyznam, że na początku zawsze mam trochę trudno przejść przez tekst, to potem się wciągam i nie patrzę już jak zawsze kiedy się skończy, ale rozpaczam, że to już koniec!
    Muszę ci przyznać, że masz ogromne pojęcie do opisów, którego ja nie mam. Umiesz doskonale przedstawić emocje bohatera i opisujesz co robi, jego myśli i w ogóle wszystko. Chociaż, gdy czasami jest tego opisu dużo, to się wyłączam i nie pamiętam co czytałam, jednak i tak myślę, że opisy są po prostu świetne i bardzo ci tego zazdroszczę.

    Tak jak pisałam, miałam problem przejść przez początek, ale potem, gdy ona znalazła się w tym pokoju i opisałaś tą ciszę to wszystko było tak dobrze napisane, że aż tą ciszę słyszałam w uszach i czułam lekki niepokój, że zaraz coś wyskoczy.

    Miałam ci właśnie napisać w komentarzu, że ona chyba zrezygnowała ze studiów, bo dawno się na nich nie pojawiła, ale jednak wróciła i wszyscy nie przywitali ją z uśmiechem. Zastanawiam się, co to było w tym laboratorium, że stanowiło dla nich taką wielką wartość… Bidotka ;(

    Mega się zdziwiłam, kiedy napisałaś, że ona nie piła kawy! Matko, jaka tam bieda! *O* Jak przeczytałam, że na kogoś wpadła, to mówię Joys! A któż żeby inny! A tu nie, pomyłka. Conn! Nie wiem, czy dobrze, że się zgodziła na tą kawę i wyjawiła mu to, że śledziła Joysa, bo nic się nie dowiedziała, a on mu jeszcze doniesie. Właśnie co do tego śledzenia Joysa, to też mi się mega podobało. Znów miałam uczucie profesjonalnej książki. Kręci mnie co to on mu tam dał i do czego i kody i zamki! W co on znów się wpakował! Świetneee <3

    Końcówka jak zwykle boska! Kocham końcówki, bo się najwięcej dzieje, ale u ciebie mnie one też trochę smucą, bo nie ma dalej :( (Dlatego też wolę książki xd). Ja nadal nie kumam czemu oni chcieli ją zatrzymać. Za rozwalenie tego laboratorium i za sprzeciwianie się władzy? Nie wiem, tak zrozumiałam. Nie rozumiem też czemu ona uciekła. To było proste i logiczne, że oni ją złapią i na dodatek będzie miała przez to kłopoty! Aż mi się niedobrze zrobiło, jak przeczytałam, że ta rana jej się otworzyła Bleeeeeee ;o. A końcówka końcówki, to jest po postu yychhhh. Czemu nie ma dalej?! Ja myślałam, że on pobiegnie i jej pomoże, a on stał i się patrzył! Skurczybyk jeden! Tak se stał! To coś musiało znaczyć, a ja nie wiem co i bardzo chce się tego dowiedzieć, więc czekam niecierpliwie na następny rozdział :D

    Jedną miałam uwagę. Zauważyłam kilka pozjadanych literek, ale już nie chciało mi się tego wypisywać, lecz chodzi mi o to, że po mimo, że nie ma jako takich powtórzeń jak piszesz cały czas Kath, Kath, Kath, ale jakoś to dziwnie się czyta. Przydałoby się to urozmaicić na dziewczyna, brunetka itd. Robiłaś to kilka razy, ale jednak moim zdaniem trochę przy mało, lecz jest to moje zdanie. I dzięki, że wytłumaczyłaś w tekście tych komondorów czy kogo tam i nie musiałam zjeżdżać na sam dół i potem szukać gdzie skończyłam. Duży plus :D

    No więc, jak pisałam. Nie zawiodłam się i jeszcze bardzo mi się rozdział podobał. Szkoda, że nie ma punktacji na bloggerze, ale postawiłabym ci duże 5 :DD :*

    PS
    u mnie nowy rozdział :*

    opowiadanie kasyczi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej hej hej :) z przyjemnością pragnę poinformować, że wracam do blogosfery :D
    Reaktywacja http://hogwartmynewschool-drastine.blogspot.com/ już nastąpiła :D
    Zapraszam serdecznie na pierwszy rozdział pt.: "Niech się wstydzi ten, kto widzi" oraz do zakładki "Występują" gdzie przedstawieni są bohaterowie :)
    Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za spam
    Annabeth

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj,
    Przeczytałam Twoje rozdziały od początku i chciałabym Cię pochwalić za duże pozytywne emocje, jakie u mnie wywołałaś. Bardzo mi się podobało. Nie wiem, jak ty to robisz, że tworzysz tak długie rozdziały, które jednocześnie wcale czytelnika nie nudzą, a wręcz przeciwnie sprawiają, że chce się czytać jeszcze i jeszcze. Akcja jest świetnie zbudowana, a dialogi dobrze opisane. Czytając jednym tchem, oderwałam się od rzeczywistości. Dzięki tobie przeniosłam się do innego świata. Dziękuję! Cieszę się, że tutaj trafiłam. Czekam na kolejny rozdział.
    Życzę dużo weny i zapraszam do mnie.
    www.opowiesci-sovbedlly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Dopiero zaczęłam czytać twoją historię i bardzo mnie wciągnęła. Czułam się, jakbym oglądał film, super opisujesz emocje, otoczenie i zachowanie bohaterów :D. A wrcając do opowiadania, jestem ciekawa co Joys dawał Cedricowi. Na pewno będzie mieć to kluczowe znaczenie. Po drugie rozmowa z Conn była bardzo sympatyczna. Fajnie, że między nimi zaszła jakaś rozmowa. No i na koniec te aresztowanie. Myślałam, że Kath rzeczywiście ucieknie i będzie ścigana, lecz niestety ja schwytali, no i Joys, dlaczego jej nie pomógł?
    Jestem ciekawa dalszego losu Kath. Będę tu na pewno zaglądać.
    Zapraszam również do siebie
    palace-to-crumble.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. W końcu do Ciebie dotarłam. Ten ciągły brak czasu jest po prostu okropny. Narobiłam sobie nieco zaległości, ale jestem i postaram się wszystko jak najszybciej nadrobić.

    „Kath patrz na przestrzeń przed sobą.” – chyba „patrzy”.
    „Mówi, zwracaj na nią brązowe spojrzenie.” – „zwracając”.
    Były też chyba jakieś powtórzenia. Coś z drzwiami, ale nie wynotowałam sobie tego i teraz tego nie znajdę. Mam dziś dzień wyłapywania błędów. Jako, że zdarza mi się to rzadko to pozwoliłam sobie je wypisać. Gdybyś kiedyś chciała poprawiać tą część to będzie jak znalazł :)

    Rozdział pełen akcji. Pod koniec to chyba się nawet w tym wszystkim pogubiłam. Ale przechodząc do fabuły… Joys jest dla mnie zagadką. Podejrzewam, że należy do jakiejś tajnej organizacji, która działa przeciwko obecnej władzy. Stąd to zdemolowanie jego mieszkania. I czemu Kath nie mogła go znaleźć w jego własnym mieszkaniu? Stawiam, że ma gdzieś ukryte pomieszczenie, skoro ci którzy się tam włamali nie znaleźli tego czego szukali. Conn zapewne coś wie na temat Joysa. Szkoda, że nie powiedział o tym Kath. I zastanawiam się za co niby dziewczyna miała zostać aresztowana. Za to, że zniszczyła to coś dziwnego na uczelni? I Joys jej nie pomoże? Kurczę, zaintrygowałaś mnie więc lecę czytać dalej. Narobienie sobie zaległości ma taki plus, że mogę od razu przeczytać kolejny rozdział a nie czekać na niego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć :)
    Nareszcie udało mi się wpaść. Muszę Ci wyznać, że Twoja historia interesuje mnie coraz bardziej. Śledzenie Joysa, masa pytań, Conn nie chce nic powiedzieć i ta próba aresztowania. Opisy są zdecydowanie Twoją mocną stroną. Bez zbędnego patosu, ale też nie same suche fakty. Jest też akcja, która nie biegnie za szybko, a mimo to trzyma w napięciu.

    Korzystając z jeszcze jednej chwili, lecę do siódemki.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiedziałam, że ten chłopaszek coś ukrywa. Dobrze, że go śledzia! Przynajmniej wie, czego się spodziewać, a teraz to już jej decyzją jest to, czy cokolwiek mu powie, czy będzie nalegała wyjaśnień od niego na temat tego, co się dzieje, kim jest, co robi, dlaczego się tak zachowuje.
    Przecież dewastowanie mieszkania nie jest wcale normalne! I tego przed nią nie ukryje, bo to zbyt oczywiste i widoczne.
    Nietypowe te zaprosiny na kawę... I to takie fajne, pierwszy raz pić kawę :D Bardzo ciekawe przeżycie i w sumie to bardzo fajny element wpleciony w opowiadanie, serio :D Szczególnie przy takiej fabule, to się serio nie dziwię :P
    Kath będzie drążyć ten temat. Oj będzie... Aż rozpęta się piekło i w ogóle, łoj. JA JUŻ CHCE! XD

    Za jakie niby grzechy chcą ją aresztować? Do reszty zdurnieli? Kompletnie nie rozumiem! Chcę więcej! Jak to się dalej potoczy? Joys pomoże, czy zostawi ją? Uciekną, czy co się stanie?

    OdpowiedzUsuń